Uwaga! Aktualnie są dostępne miejsca na terapię stacjonarną w Ośrodku Terapii Europejskiej – Kozłówka. Podjęcie leczenia nie wymaga żadnych badań, skierowania od lekarza i ubezpieczenia z NFZ. Jesteśmy ośrodkiem prywatnym

Zadzwoń do nas
+48

Opinie

Dopiero z perspektywy czasu zdałem sobie sprawę, co to oznacza słowo alkoholizm. Moje samopoczucie oraz to, co siedziało mi w głowie to coś, czego nie chciałbym życzyć nawet najgorszemu wrogowi. Nikt na trzeźwo nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić tego, co przechodzi alkoholik. Być może dlatego wszyscy w koło mają takie do nas podejście ... Wszystko, co wcześniej sądziłem na temat samego siebie zmieniło się, gdy trafiłem na pomoc od terapeutów z Terapii Europejskiej. Nie ma słów, by opisać jak bardzo jestem wdzięczny psychoterapeutce Gosi Kornackiej, Marcie, Wotjkowi i innym, którzy pomogli mi wyjść z nałogu. Dzięki tym ludziom moje życie znowu wyglądało tak jak kiedyś, zanim zacząłem mieć problemy. Będąc na terapii w Ośrodku w Nasutowie poczułem się zupełnie inaczej niż w innych ośrodkach. A niestety, moja rodzina już kilka razy próbowała mi pomóc, wysyłając mnie w różne miejsca w Polsce. Tutaj po raz pierwszy poczułem się zdrowy. Co więcej, moja żona - Magda zaczęła mnie również zupełnie inaczej traktować. To chyba też dzięki pomocy wspaniałych ludzi, których tutaj poznałem. Jestem im naprawdę bardzo wdzięczny. Jeśli ktokolwiek będzie kiedyś czytał, to teraz piszę, chciałem prosić tylko o jedno. Nie traćcie wiary w swoje życie. Nie traćcie wiary w swoich bliskich, których dopadło to samo co ja. Walczcie do końca swoich dni o lepsze życie. Stawka jest bardzo wysoka, a Wasze życie jest bezcenne. Jeszcze możecie być szczęśliwi. I nie wahajcie się skorzystać z pomocy, tak jak ja się kiedyś wahałem. Nie nastawiajcie samych siebie na cierpienie.

Janusz ze Szczecina, lat 58
uzależniony od alkoholu

Witajcie. Chciałem się z Wami podzielić moją opinią na temat zażywania dopalaczy, używek itp. Jak byłem w gimnazjum wielu moich kolegów paliło trawkę, czyli marihuanę. Na początku bałem się z nimi tego zapalić, ale któregoś razu nabrałem jakiejś dziwnej odwagi i spróbowałem. Jeśli mam być szczery, to nic po tym nie poczułem. I szkoda - bo gdybym być może dostał od razu paranoi to bym nie wpadł w to co wpadłem ... Nie lękając się już zapalenia, postanowiłem jeszcze raz spróbować. I już tym razem było inaczej, nieźle się napaliłem. Było bardzo fajnie. Paliłem coraz częściej, nie chodziłem do szkoły. Bałem się jednak, że się uzależnię od narkotyków. No i właśnie wtedy pojawiła się ciekawostka. Strona internetowa w której było wyraźnie napisane, że życie jest zbyt krótie żeby zażywać niezdrowe tabletki, czy coś w tym stylu. Były tam dostępne dopalacze w formie pigułek lub do palenia - czegoś imitującego trawkę. Tylko że kop z trawki z dopalaczy był o niebo mocniejszy. Oprócz palenia zaczałem łykać właśnie te pigułki. Kolega mi mówił że to działa tak samo jak ekstazy albo mdma, tylko że nei jest szkodliwe. Niestety, jak się okazało było. Przysiegam, przez ponad 2 lata niemal codziennego zarzywania dopalaczy poczułem się jak bym był kims z innej planety. Po prostu masakra psychiczna. Zabilbym się już z 1000 razy, ale strach pokonał moje chęci do zrobienia sobie krzywdy. Myślałem że nie ma już dla mnie wyjścia. Stan fizyczny, częste wymioty, bóle brzucha itp. - były mało istotne w kontekście tego, co czułem w głowie. Miałem wrażenie jak by każdy mi się przyglądał, oceniał mnie itp. Jakiś straszny matrix. Przeżyłem piekło. Sytuacja wydawała mi się być bez wyjścia. Bałem się snu. Nie chciałem być sam. Nie chciałem o tym myśleć. Ale ludzi też się bałem. Już nie wiedziałem kogo bardziej, samotności, czy właśnie ludzi. Z perspektywy czasu aż nie mogę uwierzyć w to co przeszedłem. To było jak jakiś zły sen. Na szczęście dla mnie, znalazł się ktoś, kto mnie wybudził. Chciałbym tutaj podziękować moim kochającym rodzicom, którzy uratowali mi życie zapisując mnie na terapię do Ośrodka w Nasutowie. Terapia trwała ok 4 tygodni. Szczerze, to bardzo nei chciałem tutaj jechać. Ale po ok. tygodniu zacząłem sobie przypominać jak było kiedyś. Że kiedyś przecież byłem normalnym chłopcem. Z czasem zaczałem normalnie myśleć, tak jak inni ludzie. Przestałem odczuwać lęki. To było dla mnie niesamowite doświadczenie. Jestem naprawdę dozgonnie wdzięczny wszystkim, którzy mi pomogli. I naprawdę, jeśli ktoś ma taki problem jak ja - to powinien uwierzyć, że zawsze jest szansa go rozwiązać. Proszę, nie podawajcie się.

Grzesiek, 23 lata
uzależniony od dopalaczy

Witam, piszę, żeby podzielić się ze wszystkimi moją radością i napełnić Was wszystkim optymizmem, że jak ktoś chce to może. Otóż jestem hazardzistką. Dwukrotnie byłam na terapii, raz leczyłam się w ośrodku zamkniętym, raz chodziłam na spotkania indywidualne do psychologa. Po terapii udało mi się nie grać przez dokładnie 49 dni i wpadłam. Zaczęłam grać z jeszcze większą siłą, przegrałam mnóstwo pieniędzy, mój mąż powiedział, że to koniec, tak dalej nie możemy żyć. Zgłosiłam się na terapię indywidulną- nic się nie działo. Nie grałam, ale to był jakiś koszmar; nerwy, frustracja, nie mogłam na niczym się skupić. Zagrałam i ulga przyszła ale wraz z nią termin rozprawy rozwodowej. Potrzebowałam po raz kolejny prochów żeby stanąć na nogi i jakoś wszystko ogarnąć. Mój lekarz powiedział mi, że słyszał o pewnej terapii, która całkowicie różni się od tych znanych. Skorzystałam, zaufałam po raz kolejny chociać bez wielkiego przekonania. I co??? I działa. Nie gram już od półtora roku, ale to nie jest najważniejsze. Nie potrzebuję grać, nie myślę o tym, nie jest mi to kompletnie potrzebne. Żyję, spotykam się z ludźmi i jest super. Mam bardzo dobre relacje z mężem, widujemy się często. Nie wierzyłam, że to zadziała a jednak- to jest takie proste, dlaczego nikt do tej pory nie proponował tego ludziom uzależnionym. Na terapii nie płakałam, nie złościłam się na siebie ale odkrywałam się i tymi odkryciami byłam zachwycona…

Pozdrawiam wszystkich

Ela z Elbląga ( 37l)
uzależniona od hazardu

Cześć, jestem alkoholikiem. Długo zastanawiałem się, czy się leczyć. Żyłem w przekonaniu, że dam sobie radę, że przecież rzucenie picia to żaden problem, że nie jest jeszcze tak źle, bo radzę sobie, mam firmę, rodzinę itd. Oczywiście kolejne próby kończyły się fiaskiem. Zdesperowany za namową rodziny trafiłem do Nasutowa. Naprawdę magiczne miejsce, magiczni ludzie. Od samego początku pełna organizacja, zostałem wrzucony w tryby dbania o siebie, o czym w ogóle zapomniałem. Regularność, planowość, ludzie, rozmowy, codzienne intensywne zajęcia. Nabierałem przekonania, że to chyba ma sens, zastanawiałem się, czy naprawdę to takie proste, jak mówią, że wystarczy wskazać coś co źle działa w moim zachowaniu czy myśleniu, wymienić na nowe i już. I faktycznie już, sam bym na to nie wpadł. Terapeuci są bardzo zaangażowani. Gosia, Marta- DZIĘKUJĘ. Kuba, Łukasz- dzięki za czas i rozmowy, wsparcie, to, że jesteśmy w stałym kontakcie, że mogę przyjechać, być z wami. Pozdrawiam was wszystkich, całą ekipę

Piotrek
uzależniony od alkoholu

Z natury Jestem nieufny i zamknięty w sobie...o swoim nałogu w zasadzie nie mówiłem nikomu. Dzieki pobytowi w ośrodku zrozumiałem ze moim największym problemem jest moje podejście do życia. To znaczy higiena życie a tak naprawdę to jej brak. Z alkoholem zwiazany bylem bardzo mocno psychicznie i fizycznie balem się jak sobie dam rade w życiu bez mojego ,,przyjaciela,, bo to z nim dzieliłem każde smutki i radości. Na terapii zobaczyłem jak puste i monotematycznie wygląda moje życie, nie miałem hobby relacji z ludźmi opartych na bezinteresowności. A co gorsze nie miałem pojęcia jak organizować sobie życie. To dzięki Małgosi, Marcie i Wojtkowi (WIELKIE DZIĘKI) po raz pierwszy od bardzo dawna zobaczyłem nadzieje na szczęśliwe życie. Po wyjściu z ośrodka powoli zaczynałem wprowadzać do swojej codzienności zmiany w postaci prostych i elementarnych spraw takich jak: zdrowe regularne jedzenie i ćwiczenia fizyczne. Dostałem do reki szereg dobrych rozwiązań którymi powoli zapełniam moje życie. Nie jest to proste i łatwe wymaga konsekwencji i działania wbrew sobie...ale robię to.

Na terapii poznałem wielu wspaniałych ludzi, jestem w stałym kontakcie z terapeuta i o dziwo daje rade nie pic....długo nie będę pisał ile żeby nie zapeszyć. Pisze aby wesprzeć niedowiarków ze można wygrywać każdego dnia swoja trzeźwość i życie.. I jeszcze raz dziękuje za ciepły domowy klimat...bardzo dziękuje.

Robert, 51 lat
uzależniony od hazardu

O Ośrodku w Nasutowie i terapii Europejskiej dowiedziałem się z netu. Dają gwarancje wyleczenie. Wchodzę w to pomyślałem. Po prostu kliknąłem i zadzwoniłem. Moja mama prosiła mnie wiele razy abym zaczął się leczyć. Tatę nie ciekawiło co się ze mną dzieje. Jak zwykle nie wierzył ze mogę się zmienić. Mama podrzucała jakieś ulotki , foldery. Szczerze ? Miałem to gdzieś. Wtedy w grudniu jednym tygodniu przez dopalacze straciłem pracę , dziewczynę i najlepszego ziomka. Wszyscy się ode mnie odwrócili. Samotność mnie zabijała. Nie miąłem nic do stracenia. Tak właśnie pomyślałem. Wpłaciłem zaliczkę bo mieli jeszcze wolne miejsca. Rano wsiadłem w samochód i pojechałem. Bylem zdeterminowany żeby cos zmienić i wiedziałem ze musze to zrobić DZISIAJ. TERAZ! Bo jak odłożę to do jutra to jak zwykle odejdzie mi od dupy i tego nie zrobię. Sam Ośrodek pozytywnie mnie zaskoczył. Maja jacuzzi , saunę, siłownię na życzenie nawet trener personalny. Pomyślałem ze trochę się zrelaksuje i zawsze mogę wrócić w chatę. Sama terapia Europejska i to co do mnie mówili w pierwszych dniach jakoś słabo to do mnie docierało. Zaskoczyłem pod koniec pierwszego tygodnia. Zmiana moich nawyków ??? Takie to proste ??? Wszyscy wokół mówili mi od kilku lat co mam robić. A tam Gosia i Marta wreszcie pokazały jak mam to zrobić. W 3 tygodniu turnusu już wiedziałem. Chce w końcu siebie zmienić . Nawet Aneta (moja dziewczyna) do mnie wróciła po tym jak dowiedziała się ze odbyłem terapie w Nasutowie. Zycie wreszcie przypomina życie, a nie ten syf w którym byłem przez lata.

Piotr, 22 lat, Warszawa
uzależniony od dopalaczy

W lutym zgłosiłem się do lekarza rodzinnego , który skierował mnie do kardiologa na badania. Bolała mnie pikawa , wiec stwierdziłem ze się zbadam. I jeden i drugi powiedzieli wprost ze przesadzam z alkoholem i to z tego tytułu te problemy z sercem. Rodzinny dal mi wizytówkę terapii europejskiej Ośrodka w Nasutowie i powiedział ze powinienem się zgłosić na bezpłatne konsultacje bo nie długo mogę umrzeć. Alkoholizm, problemy z alkoholem, umrzec . ?? Kurna , brzmiało to jak jakaś abstrakcja, Terapia Europejska. Co to mam być? Czy ja mogę być uzależniony ? Było mi wstyd. Zona zabrała dzieciaki i odeszła ode mnie rok wcześniej. Pamiętam dzień rozwodu, dzień wcześniej i dzień później cały przechlałem. Pierwszy sam w domu . A po rozwodzie gdzie oboje płakaliśmy przed sala sądowa. włóczyłem się po mieście od baru do baru. Myślałem ze to tylko chwilowe. Lęk, strach przed samotnością. To wszystko utrzymywało się miesiącami. Przecież wcale tak dużo nie piłem. Kilka piwek dziennie zaraz po pracy. To miał być problem.? Dobra, kij tam. Po tygodniu następnego ciągu już mi się rzygac chciało na wszystko wokół. Znalazłem wizytówkę i zadzwoniłem. Odebrała Gosia i powiedziała ze za 4 dni rusza nowy turnus terapeutyczny. Wpłacę zaliczkę i będę miał jeszcze kilka dni na chlanie i zabawę, w sumie do roboty i tak przestałem chodzić. Jestem przedsiębiorcą wiec mogłem sobie na to pozwolić. Po kilku dniach zadzwonili i zapytali czy potwierdzam . Dla mnie anonimowość była najważniejsza. U mnie we Wrocławiu za dużo ludzi mnie znało. Ośrodek w Nasutowie pod Lublinem był idealny. Mój kuzyn obiecał ogarnąć firmę i przywiozła mnie moja aktualna partnerka. Odciąłem się. Terapia Europejska to było to czego potrzebowałem. Gosia to świetna terapeutka. Sama idea zmiany mojego stylu życia ?? Przestraszyłem, się. Nie powiem. Ale Ci ludzie otoczyli mnie opieką. I nie mówię tu tylko o samej terapii. Poznałem mnóstwo wspaniałych przyjaciół z którymi mam kontakt do dzisiaj. Wiecie co było najlepsze w tej terapii. Ze nie zostawili mnie po 4 tygodniach samego. Byłem zaskoczony ze dzwonili i sprawdzali co ze mną. Jeśli chcesz szybko wyzdrowieć i cieszyć się znowu życiem to uwierz mi , terapia europejska na pewno Ci pomoże.

Marek 44, Wrocław
uzależniony od alkoholu

Mam na imię Anna, jestem alkoholiczką i teraz już nie wstydzę się tego przyznać. Jestem 3 miesiące po terapii w ośrodku w Nasutowie. Cóż mogę powiedzieć? Po latach wegetacji zaczęłam nowe, prawdziwe i aktywne życie i jest to zasługa moich Terapeutów i mojej Rodziny, która swoimi wytrwałymi i cierpliwymi prośbami w końcu przekonała mnie, żebym ratowała siebie i nasze wspólne rodzinne szczęście. Pierwsze podziękowania należą się zatem mojemu Mężowi i Synom. To Oni walczyli o szansę dla mnie. Ale od dnia wyjazdu do Nasutowa ich rolę przejęli moi cudowni Terapeuci, którzy od pierwszej chwili dali mi odczuć, że mimo mojego problemu nie przestałam być wartościowym człowiekiem, że mój potencjał do działania we mnie tkwi i że mam o kogo i o co walczyć. Tak, musiałam zrozumieć swoje błędy, musiałam poznać zdradliwość mojej choroby, ale nikt mnie za nią nie winił, nie kazał umartwiać się przeszłością i drapać świeżych jeszcze ran. Przeciwnie, ta terapia dała mi skrzydła, nowe marzenia, siłę do planowania celów, energię do ich realizacji. Chyba nigdy jeszcze nie czułam tak bardzo, ze MOGĘ. Że stać mnie na wiele w życiu, że ono jest w moich rękach i jego kształt zależy od siły mojej woli. Zyskałam nową motywację i coś jeszcze ważniejszego – odzyskałam szacunek u ludzi. Udało mi się to, ale nie samej, dlatego jeszcze raz dziękuję wspaniałym ludziom, którzy mnie wspierali, motywowali, napełnili siłami, chęciami, radością. Dziękuję Wam za nowe życie!

Anna, 49 lat, Biała Podlaska
uzależniona od alkoholu

Szczerze? Nie wierzyłem, ze to się uda. Najpierw w ogóle długo nie wierzyłem, że hazardowy problem mnie przerósł. Miałem sporo pieniędzy, mogłem się trochę pobawić i od zabawy się zaczęło. Jedna wygrana, druga, piąta, potem przegrana, ale potem znów wygrane….w ogólnym rachunku na plusie. Coraz większe kwoty, coraz częściej, coraz mniej czasu dla rodziny, przyjaciół. I coraz większe straty, długi, które przestałem dawać radę spłacać. Trzymałem wszystko w tajemnicy, zacząłem tłumić emocje alkoholem. Przestałem móc ukrywać w jak tragicznej sytuacji się znalazłem. Rozsypało mi się wszystko. To mój wspólnik „wziął mnie za łeb”, uświadomił, że to ostatni dzwonek, żeby cos zrobić ze sobą. Znalazł dla mnie klinikę. Nie chciałem, nie wierzyłem, było mi wszystko jedno. Teraz wiem, że gdybym został sam, nie poradziłbym sobie. Terapia mnie obudziła, „otrzeźwiła”. W trakcie 4 tygodni intensywnej pracy nad sobą zobaczyłem nowe cele i uświadomiłem sobie, że są realne do osiągnięcia. Dostałem „kopniaka” do działania. Zastrzyk dobrych emocji. I przede wszystkim szansę na powrót do normalności. Odbudowanie wszystkich relacji, naprawienie szkód, jeszcze trochę potrwa, to się nie dzieje jak za dotknięciem magicznej różdżki. Ale teraz wiem jak i co mam robić a co najważniejsze mam na to mnóstwo siły, wiem, że nigdy więcej nie rozczaruję sam siebie. A, i jeszcze taki bonus dla mnie – wróciłem do intensywnej jazdy na rowerze, szykuję się do rajdu:)

Tomasz, 36 lat, Grodzisk Mazowiecki
uzależniony od hazardu

W wieku 35 lat jestem alkoholikiem….tak się potoczyło. Nie będę pisał o tym, jak ciężko było mojej rodzinie, partnerce, jak ciężko było mi w końcu z samym sobą, moja historia jest pewnie jakich wiele. Decyzja o leczeniu, trudna, ciężka do podjęcia…bo wstyd…bo się trzeba przyznać…bo się człowiek boi…cóż, też pewnie jakich wiele. Ale to, jak wyobrażałem sobie mój odwyk, moje leczenie, to jest to, czym chcę się podzielić, bo wiem, że warto. Naczytałem się na forach, jak wygląda terapia, nie czułem się gotowy na to, by w grupie obcych ludzi maglować swoje życie i swoje błędy. Ale chciałem zmienić życie, zatrzymać przy sobie bliskich. Trafiłem do ośrodka terapii w Nasutowie i co?? I terapia okazała się nie być ani dołująca, ani przerażająca! Przede wszystkim odzyskałem tam spokój, z dala od wszystkiego, co rozpraszało moje myśli mogłem się skupić na tym, co jest ważne. Moi terapeuci wykonali ogromną pracę nade mną a ja ogromną pracę nad sobą. Pokazali mi, że można żyć tak, jak kiedyś wyobrażałem sobie życie, że powinienem być dumny z każdego sukcesu, przypomnieli, że są dziedziny, w których całkiem nieźle się realizowałem i że jest jeszcze mnóstwo nowych celów przede mną. Postawili przede mną te cele i dali siły i motywację. Albo raczej umożliwili mi odnalezienie jej w sobie. Wiem już, jakie i gdzie popełniłem błędy, wiem jak ich nie powielać. Dzięki terapii nie chcę już nigdy chować głowy w piasek, uciekać i nie chcę już nigdy więcej pić.

Ernest, 35 lat, Lublin
uzależniony od hazardu

Wraz ze znajomymi - w zasadzie w tamtym okresie grupą najlepszych przyjaciół kilkanaście lat temu zaczęliśmy spożywać większe dawki alkoholu. Wszystko zaczęło się niewinnie. Którego razu poznaliśmy nową ekipę - chłopaki namawiali nas na "trawkę" (jeśli ktoś nie wie o co chodzi - to o Marihuanę). Jak wszystkim wiadomo - trawka jest mniej szkodliwa od alkoholu, jeśli chodzi o skutki fizyczne. Niestety, jednak dla mnie okazała się ona furtką do czegoś innego. Coraz częściej łączyłem z grupą przyjaciół alkohol i trawę. Byłem pewny że nie robię nic złego. Balowaliśmy co piątek, od czasu do czasu zacząłem przyliczać dwudniówki. Pewnego razu odkryliśmy coś nowego. Kolega mojego znajomego namówił nas na pigułkę MDMA, czyli tzw. ekstazy. Nie będę owijał w bawełnę. Było to niesamowite doświadczenie. Czegoś takiego nie czułem nigdy. W pewnym momencie uwierzyłem, że wszyscy na świecie powinni chociaż raz zażyć tej substancji. Wszystko byłoby fajnie, gdybym na jednorazowej próbie zaprzestał. W internecie jednak odczytałem, że MDMA nie jest aż tak bardzo szkodliwe, że nawet alkohol jest gorszy w skutkach niż MDMA. A że każdy pije, to ldaczego ja mam nie brać ekstazy? W międzyczasie zawaliłem studia. Wpadłem w straszny konflikt z rodzicami, którzy o niczym nie wiedzieli (o tym że zażywałem jakieś inne środki odurzające od alkoholu). Nie mogłem się doczekać weekendu. Ekstazy, jak nie było ekstazy to chociaż amfetamina. Słyszałem legendy o tym jak to jest niesamowicie na "koksie". Sporzycie kokainy stało się moim marzeniem. Udało mi się zdobyć "temat", połączenie alkoholu i kokainy było dla mnie czymś równie niewiarygodnym jak MDMA. Nie myślałem wtedy o rodzinie, o studiach. Udawało mi się przestać myśleć o tym, kim będę w życiu, gdzie będę pracował, z czego będę żył. Świecący rodzicem dobrze usytuowani rodzice męczyli mnie. Tak naprawdę w głębi duszy im zazdrościłem sukcesu i tego, że zbudowali rodzinę. Powtarzałem sobie w duchu, że kiedyś też tak robię, jeszcze tylko trochę tak pociągnę, przecież rozpocząłem pracę i od przyszłego roku wrócę na studia. Zamiast wrócić do nauki, eksperymentowałem z różnymi substancjami. Myślałem że kupuję MDMA, a dilerzy od dawna nie sprzedawali MDMA. Były to substancje o zbliżonym składzie cheminym: mefedron, bufedron, 3MMC i 1000 innych. Zresztą nawet nie wiedziałem co wciągam do nosa. Z przyjaciółmi miałem częste konflikty. Każdy każdemu obrabiał tyłek za plecami. To było straszne. A jak nie potrafiłem wytrzymać, żeby się w weekend nie naćpać. Dopiero po kilku latach, gdy już byłem wrakiem człowieka, chciałem popełnić samobójstwo. Moi rodzice od jakiegoś czasu o wszystkim wiedzieli. Byli bez radni. Mama płakała błagajac mnie o to, abym wrócił do normalności. Gdy pewnego dnia, ojciec wszedł do mojego pokoju aby mnie poinformować, że mam do wyboru 2 opcje, albo pójdę na załatwioną przez niego terapię, albo będe musiał się natychmiastowo wyprowadzić z domu (dał mi 3 godziny na namysł), nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Nienawidziłem go w tym momencie. Dostałem szało. Ataku agresji. Byłem dłużny kilku znajomym co prawda nie duże kwoty - po 50 - 200 zł i miałem 2 zł w portfelu. Rano nawet nie było mnie stać na litrową Coca-Colę. Wybrałem terapię. Ze świeczkami w oczach, pełen strachu, lęku, nienawiści do rodziny i samego siebie pojechałem do ośrodka w Nasutowie. Zawiózł mnie tata. W samochodzie nie odezwaliśmy się do siebie praktycznie ani słowem. Na odchodne powiedział mi, że muszę spić śmietankę, którą sobie nawarzyłem. Ale dodał, że jeszcze jest dla mnie szansa. To drugie zdanie było dla mnie bardzo ważne. Zacisnąłem pięsci, zagryzłem zęby i powiedziałem sobie w duchu, że po prostu czasu nic nie zatrzyma, miesiąc jakoś będzie musiał przeminąć. Najwyżej skończę ze sobą po wyjściu. Wychodząc z ośrodka, nie chciałem jednak ze sobą kończyć. Poczułem taką ogromną ulgę, że nawet stany towarzyszące zażywaniu dopalaczy nnie mogły temu dorównać. Terapeuci z Nasutowa tak mocno mnie zmotywowali do życia i do działania, że stałem się zupełnie innym człowiekiem. Z rynsztoku wpadłem w wir rozwoju osobistego. Jestem już rok po terapii, dopiero teraz postanowiłem opisać wszystkim to, co mnie spotkało. Nie wstydzę się niczego, co zrobiłem. Zrobiłem sobie i rodzinie ogromną krzywdę, ale ona nie była spowodowana moją złośliwością, tylko tym, że po prostu byłem chory. Ta świadomość pozwoliła mi z powrotem siebie pokochać. Postanowiłem że będę dbał o siebie, przeszedłem na dietę. Miałem wyniszczony organizm, ale wiedziałem że jestem jeszcze w takim wieku, że mogę odzyskać przynajmniej część zdrowia. Zaczałem uprawiać sport. Od 3 miesięcy trenuję codziennie. Za miesiąc wracam do edukacji. Skończę studia w trybie zaocznym, został mi tylko 1 rok aby uzyskać tytuł magistra. W międzyczasie będę pracował. Na końcu chciałbym zaapelować do ludzi którzy czytają moją historię. Zdaję sobie sprawę z tego, że często Wasi znajomi mają podobny problem do mnie. Proszę Was, nie opuszczajcie ich. Dla każdego jest nadzieja. Uzaleznienie to piekło, z którego da się wyjść. Powodzenia!

Mariusz, 36 lat, Nowy Targ
uzależniony od dopalaczy i narkotyków

Witam wszystkich którzy czytają moją wypowiedź. Chciałbym tylko krótko zwięźle i na temat. Problem alkoholu rozpoczął się u mnie jeszcze w trakcie studiów. Leczyłam się kilka razy w państwowych i prywatnych ośrodkach terapeutycznych. Chciałam Wam z całego serca polecić Terapię Europejską. Nikt do mnie dotychczas nie podchodził w tak ludzki i normalny sposób jak terapeuci z Ośrodka w Nasutowie. W końcu ktoś uświadomił mi że jestem normalnym człowiekiem, któremu w życiu potknęła się noga. Dotychczas robili ze mnie wszędzie idiotkę. A tu - po prostu, w dobrych warunkach uzyskałam fachową pomoc teapeutyczną, komfortowe miejsce do spania oraz w pełni zagospodarowany czas. Dziękuję i polecam!!!!

Żaneta, 49 lat, Gdańsk
uzależniona od alkoholu

Przebywalem w osrodku terapii europejskiej w Nasutowie prez 1 miesiac,mam za soba 1,5 roczna terapie NFZ po ktorej utrzymalem abstynecje przez 5 lat.Po przerwaniu abstynecji wrocilem na terapie NFZ jednak sposob prowadzenia zupelnie mi nieodpowiadal dlatego wybralem terapie europejska i tu znalazlem zrozumienie oraz fachowa terapie.Fszystkie terapeutki i terapeuci sa doskonale przygotowani do leczenia uzaleznien,oprocz fachowej wiedzy sa niezwykle mili.sympatyczni i serdeczni. przez ten miesiac czolem sie jak we wspanialej rodzinie.Miejsce wysmienite do wyciszenia sie i przemyslenia swojego uzaleznienia .Caly personel wraz z wlascicielami to fantastyczni ludzie czolem sie lepiej niz na wczasach.Serdecznie polecam dla tych co sie zagubili w swoim uzaleznieniu a napewno sie pozbieraja i wroca do domu odnowieni i szczesliwi Szczepan z Wroclawia

Szczepan, Wrocław
uzależniony od alkoholu

Mój syn problem z narkotykami tuszował od czasów liceum. Dzisiaj z perspektywy czasu widzę do jakich rozwiązań się posuwał, żeby ukryć przede mną swój kłopot. Dopiero dzięki Terapii Europejskiej miałam możliwość poznać cały proces powstania nałogu oraz monitorować jego postępy. Nigdy nie sądziłabym, że można uciec do tak podstępnych rozwiązań aby mięc możliwość przedłużyć to przecież tak duże cierpienie. Mateusz, bo tak ma na imię mój syn na początku popalał trawkę na okolicznościowych imprezach, ponieważ była to 3 licuem a miał on wielu znajomych w to 18stkowe imprezy były praktycznie co tydzień, okazało się również, że jego frekwencja na lekcjach sięgała jakieś 50 %. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że wraz z mężem lekceważyliśmy problem, wydawało nam się, że to buntowniczy wiek a i wyszaleć też się trzeba. Nasz syn nie poprzestał na paleniu skrętów, po zakończeniu liceum stał się osobą bezrobotną i jeszcze więcej czasu spędzał z rówieśnikami z liceum oraz z osiedla. Problem zaczął się tylko potęgować a niepozorne skręty zamienił na dostępne w dobie dzisiejszych czasów dopalacze. Przejrzeliśmy na oczy gdy mój mąż odebrał Mateusza ze szpitala gdy przedawkował jeden z tych dostępnych w pobliskim sklepie świństw. Jesteśmy bardzo wdzięczni specjalistom z Terapii Europejskiej za wkład wniesiony w pomoc nie tylko Mateuszowi a naszej całej rodzinie. Nasze relacje się zupełnie zmieniły a Mateusz jest w pełni świadomy swojego nałogu i mimo towarzyszących mu dość niemiłych wspomnień z przeszłości żyję w trzeźwości, zmienił otoczenie a co najlepsze, od tego roku jest studentem Psychologii.

Teresa 57 lat Radom
Matka uzależnionego od narkotyków

Mój problem z hazardem rozpoczął się 5 lat temu. Za namową kolegów postanowiłem typować wyniki nadchodzących wydarzeń sportowych. Z początku odwiedzałem odpowiednie do tego punkty w mojej miejscowości – z biegiem czasu pojawiła się wygoda i typowanie przez Internet. To powodowało, że miałem praktycznie ciągle dostęp do nadchodzących wydarzeń, a te jedynie narastały z biegiem czasu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że jestem w stanie nie chodzić do pracy a zarabiać na swojej pasji - łączyłem przyjemne z pożytecznym, a przynamniej tak mi się wydawało. W Puławach pojawił się salon gier hazardowych, ponieważ moje wyniki w typowaniu nie były wystarczająco dobre wydawało mi się, że grając na maszynach dorobie się większej fortuny w szybkim tempie. Popadałem w szpony hazardu coraz bardziej, nieświadomie tracąc ostatnie oszczędności. Zostawiła mnie również narzeczona, która i tak z perspektywy czasu miała do mnie anielską cierpliwość – potrafiłem przegrać odłożone wspólne pieniądze na wakacje gdyż byłem przekonany, iż te oszczędności podwoję. Traciłem praktycznie swój cały dorobek życia, sprzedałem laptopa zamieniając go na stary o wiele tańczy komputer stacjonarny – liczył się dostęp do Internetu a przecież i tak wkrótce miałem zarobić na nowy – to była kwestia czasu, która niestety wciąż nie nadchodziła a ja wciąż przegrywałem. Agnieszka, bo tak ma na imię moja była narzeczona nie zostawiła mnie na lodzie, mimo rozstania bardzo chciała mi pomóc. Namawiała mnie przez długi okres czasu na terapię ale wydawało mi się, że problem nie jest tak silny i w zasadzie jestem w stanie z tego wyjść samemu. Myliłem się i to grubo, a przekonałem się o tym w dniu kiedy zdecydowałem się na Terapię Europejską. Najbardziej bałem się oceniania, odrzucenia i poczucia winy. To wszystko na szczęście mnie ominęło. Grupa specjalistów, która mnie w pełni zaakceptowała i wspierała przez cały proces zmiany. Każdy dzień jest coraz piękniejszy a ja liczę na powrót Agnieszki do mojego życia. Wszystkim polecam Terapię Europejską.

Arkadiusz, lat 37, Puławy
uzależniony od hazardu

Pozwól nam sobie pomóc. Telefon do nas nic Cię nie kosztuje.

Menu
Nasutów 181, 21-025 Niemce
Zadzwoń do nas
+48